“Niegrzeczna dziewczynka”

•21/09/2011 • 1 komentarz

Tak dla odmiany – mój komiks, dzięki któremu zajęłam III miejsce w moim ulubionym konkursie w Stalowej Woli.

Z dedykacją dla babci, która użyczyła mi swojej historii.

 

Sny – sierpień 2011 – “Francuskie specjały”

•16/09/2011 • Dodaj komentarz

Przed wyjazdem z Francji odwiedzamy sklepy ze smakołykami. Są tu różne mniej lub bardziej tradycyjne francuskie specjały, są też produkty nekrofilskie -  z martwych ludzi. I ekskluzywne sklepy tylko z takimi produktami, a nawet takie, gdzie możesz wejść jedynie, jeśli sam jesteś martwy. Degustujemy suchą kiełbaskę. Dość drogo.

Pytamy sprzedawcę, skąd pochodzi mięso.
- Gypsies!

I wyobrażam sobie piękną Cygankę uwiedzioną i wykorzystaną na smakołyki.

Sny – sierpień 2011 – “Mistrz, Małgorzata i Senni Książęta”

•15/09/2011 • 1 komentarz

Przygotowuję inscenizację “Mistrza i Małgorzaty” w domu kultury. Wybieram się do ogrodu i spotykam tam młodych mężczyzn stojących w kręgu.
- Ależ tak! Przecież nie może być “Mistrza i Małgorzaty” bez Sześciu Sennych Książąt!
Moja idea spektaklu rozrasta się raptem do czegoś naprawdę spektakularnego, myślę, czy poświęcić te lata życia, żeby to zrealizować… Ale może warto? Znajduję na trawie ustawione ogromne brytfanny, przestawiam je, przenoszę, żeby wreszcie wyjąć jedną – kartonową – i zapakować do niej chłopców. Potem na przyczepkę i do OCK! Chłopcy są zupełnie nieświadomi, stoją jak zahipnotyzowani, spowija ich błękitne, zimne światło księżyca – można podnosić ich jak kukły i układać w brytfannie. Zastanawiam się, jak potem ułożyć z brytfanny krąg, a głos w mojej głowie już przepowiada mi wielką sławę. To byłoby wspaniałe zagrać scenę o Sześciu Sennych Książętach właśnie tutaj, w ogrodzie… Tylko czy oświęcimscy widzowie przyjmą taką awangardę… I czy przyjdą?

Przygotowując inscenizację robię jakąś dziwną, a jak mi się wydaje konieczną czynność – stoję tuż pod sufitem sceny, na jakimś podwyższeniu, podnoszę ręce do góry wysoko nad głowę, zginam w nadgarstkach i poruszam nimi żywiołowo, pozwalając by coś ukrytego tam – pod pasem kurtyny zasłaniającym instalacje na suficie – zdzierało skórę z wierzchów moich dłoni. Jak to się nazywało? Forratyzacja?

- I w ten właśnie sposób popełniła samobójstwo – relacjonuje Marta Piotrkowi.

Hej! Przecież ja żyję!

Sny – “Dziewczyny z obrazu” – 7 kwietnia 2011

•08/09/2011 • Dodaj komentarz

Chcemy z rodzicami kupić dom. Chodzimy po Krukach, rozglądamy się za domami na sprzedaż. Wreszcie wchodzimy do jednego, z ogromnym tarasem i garażem jak w remizie. To dom koleżanki mamy, która chce się wyprowadzić. Pięknie posprzątali na nasze przyjście, ale dom urządzony jest w stylu raczej “biesiadnym” – na ścianach wiszą obrazy, jakieś kiepskie landszafty i kwiatki.

- Rozwiesiłabym w całym domu portrety dwóch kobiet, które inni obserwują z oddali – mówi Marta.
Widzę, o co jej chodzi – dwie blade, chude dziewczyny, chyba Żydówki w starych strojach, mroczny klimat, z tyłu niewyraźne sylwetki, jakiś facet z brodą wyglądający jak drwal, może nawet na osobnym, małym portrecie, dziewczyny patrzą ze smutkiem i strachem przed siebie, na oglądającego obraz – jedna jest czarnowłosa, druga blond.

Rozchodzimy się w różne strony, żeby obejrzeć dom. Trafiam do małej sypialni z balkonem, poniżej tego balkonu jest taras, tuż obok sypialni ubikacja, która umieszczona jest na szczycie wąskich schodów, chyba prowadzących do piwnicy. Zastanawiam się, czy nie bałabym się korzystać z tej toalety, czy nie spoglądałabym nerwowo w dół schodów. Rozglądam się dalej, spotykam mamę, mówię, że chciałabym w nowym domu mieć pracownię.
- Co ty tak z tą pracownią?
- Mamo, jeśli mam kiedykolwiek malować w domu, to muszę mieć takie miejsce…
Mama kiwa głową, chyba rozumie.

Nieoczekiwanie znajduję się w środku bitwy z dziwnymi zwierzątkami, które opanowały dom, najwięcej jest ich na strychu, strzelamy do nich z pistoletów, a kiedy udaje im się podejść, gryzą nas po nogach. Są malutkie, z delikatnym meszkiem sierści, wyglądają trochę jak lemury, ale jakoś bardziej gadzio, mają dość duże główki w stosunku do ciała i niektóre więcej krótkich łapek – np. sześć. Jest ich pełno w domu, jak plaga dziwnych myszy, zabijamy je czym się da – kiedy tracimy pistolety, uzbrajamy się w rury od odkurzaczy. Ta rodzina, która się stąd wyprowadza, to trzy osoby – koleżanka mamy – młoda blondynka, jej poważny mąż i nastoletnia córka. Podobno mieli jeszcze jedną córkę, ale ona zaginęła. Zastanawiam się, czy może te stwory jej nie zjadły, kiedy spała. I czemu chcą się wyprowadzić?

Jednak nie kupimy domu. Mama mówi, że kosztuje 50 milionów.
- To wiele za wiele, ona kupiła te działkę dużo taniej, a my jesteśmy zainteresowani domem za 20 – 50 mln., albo 50 – 11.
Ciekawe, skąd rodzice wezmą te 20 milionów.
Jesteśmy jeszcze chwilę u nich , kuchnia wygląda jak nasza, mamy całą beczkę stworków, teraz wyglądają już raczej jak zarodki, małe i różowe, zamykam wieko beczki, ale one stale wyłażą bokiem i muszę je przygniatać, a nie lubię tego robić, nie chcę odcinać im tym wiekiem głów.
- Patrz Piotrek, są całkiem śliczne!
Owszem – mają rozkoszne mechate twarzyczki młodych wydr, lemurów, fretek… Gdybyż nie były niebezpieczne!
Próbuję polać je czymś.
- Jest taki płyn, nazywa się denaturat – mówi tata i idzie po  butelkę fioletowego. Czekam, polewam je tymczasem bezbarwnym. Boję się, że jeśli przeniesiemy przypadkiem parę szkodników do domu, to i u nas się rozplenią, tak jak tutaj. Czy w beczce są wszystkie?

Na obrazie dwie dziewczyny, blondynka jednak wygląda raczej jak plama bieli, nie pamiętam jej dokładnie.

Sny – “Rozmawiaj z głową!” – 9 czerwca 2011

•10/06/2011 • Dodaj komentarz

Żyjemy w prawie opuszczonym mieście, chodzimy z bratem i kuzynostwem po domach, zbieramy śmieci, pozostałości, zawsze jest noc. Idziemy szukać ubrań do domu po babci
z gór, mówię:
- Chodźmy na strych.
- Czemu na strych?
-Pamiętam, że były tam ubrania.
I odkrywamy strych na nowo, jest tam jedno jasne, duże pomieszczenie, gdzie mogłaby być wspaniała pracownia. Okazuje się, że piwnicę opanowała latynoska grupa przestępcza, chcą nam teraz przywalić, ktoś, choć chyba już nie oni, przecina mi głowę piłą do połowy wzdłuż, mam tą piłę w czaszce, ale nic poza tym mi się nie dzieje.
Innym razem idziemy z mamą do bogatego domu z sąsiedztwa, sprawdzić czy tam też nikt już nie mieszka. Wchodzimy, rozglądamy się i w pewnym momencie znajduje nas lokaj – tłumaczymy mu co tu robimy, on nam, że tu pracuje, pilnuje domu, jest sam od miesięcy. I dziwne jest tylko to, że lokaj jest samą głową, głową potężnego Murzyna. Zdaje mi się, że gdzieś tu jest ciało, że czasem z niego korzysta, ale nie wiem. Wdajemy się w ciekawą rozmowę o rodzinie, on opowiada nam o swojej zostawionej gdzieś w Afryce, żonie i dzieciach, o starszej pani, właścicielce tego domu, która już od czterech miesięcy nie wraca. Lokaj ma na imię Gregori, a może Gagarin i wydaje się mieć mistyczne moce. Wychodząc mówimy, żeby wpadł na herbatę.
- Kiedy?
- Kiedy chcesz – mówi mama, a ja koniecznie chcę doprecyzować, pytam mamy kiedy będziemy wszyscy w domu, wychodzi na to, że o 21, mówię mu, że może wpaść kiedykolwiek o 21, choćby jutro. Bardzo zależy mi, żeby przyszedł. Kiedy zamykamy drzwi i odchodzimy, słyszymy jak Gregori krzyczy i rzuca się po domu w furii. Wiemy, że to
z rozpaczy za rodziną i z powodu samotności.
I nadchodzi noc, że Gregori przychodzi, jest u nas w domu pełno ludzi, rodzina, przyjaciele. Gregori wywiera na każdym podobne mistyczne wrażenie, każdy chce z nim rozmawiać, ja też, głowa leży na ziemi, obok materaca, zastanawiam się, czy nie przynieść mu poduszki, chcę być dla niego kimś wyjątkowym, kimś o kim będzie pamiętał.
Wkrótce Gregori zakłada fabrykę i wszyscy w niej pracujemy. To ogromna hala produkcyjna, nie wiem co produkuje, ale nie to jest istotne. W fabryce przelicza się pracę na rozmowę z Gregorim, rachunek musi być równy – tyle pracujesz – tyle rozmawiasz, to działa wszystko jak element produkcji, zarobki to inna sprawa.
Idziemy nocą (tu zawsze jest noc) do pracy – ja, Piotr, Samer, dużo innych osób, śmiejemy się, żartujemy po drodze (Samer zmyśla, że ma jakiś zawód, my na to, że niezły jak na barda, on pyta, kto to bard, a my, że to ten, co śpiewa w operze – chyba barytonem). Każdy ustawia się w kolejce do stolika, gdzie ktoś w rodzaju sekretarki ma listę z nazwiskami i godzinami.
- Anna Kaczmarczyk – 5, 7 godzin rozmowy – dzisiaj do pracy…

- Co w tym jest, Gregori? O co chodzi, że wszyscy chcą z Tobą rozmawiać?
- Ja po prostu zadaję pytania.
- A odpowiadasz na pytania innych?
- Odpowiadam.

I myślę o kartkach ze schematami rozmów: tak, tak, oczywiście, nie, nie, rysunek – liściaste gałązki… To odpowiedzi Gregoriego.

Sny – “Sam wiesz kto” – 6 czerwca 2011

•06/06/2011 • Dodaj komentarz

Jestem zaproszona na imprezę, wygląda na to, że do własnego domu. Wiem, że spotkam tam Voldemorta. Wiem, że chce się odrodzić dzięki mnie.
Po chwili już leżę na podłodze w piwnicy, nade mną Voldemort i jego ojciec, ma ze sobą jeszcze kogoś, ofiarę, chyba dziecko.

- Pij! – mówi ojciec,

Voldemort pochyla się nade mną, wbija w moją szyję zębami i wypija krew, która da mu życie.
Powinien wyssać ze mnie wszystko. Powinien, ale tego nie robi. Któryś z nich nie chce, żebym umarła – nie jestem pewna czy to ojciec, który każe Voldemortowi przerwać, czy on sam, który pije powoli, by mieć pewność, że resztka krwi, która zostanie, wystarczy mi do przeżycia. Któryś z nich mnie kocha, choć moje życie dla niego w przyszłości oznacza śmierć.
Wstaję korzystając z chwili, gdy oni oddalają się nieznacznie, zastanawiam się, czy to tak miało być, czy teraz ucieknę, idę na górę, do mieszkalnej części domu, blada, zakrwawiona, słaba, zarażona wampiryzmem. Goście mojego taty już pytali o mnie, teraz jednak muszą wyjść, tylko mijamy się w progu, przelotne pozdrowienia nie zdradzają im mojego stanu. Tata coś tłumaczy, że jestem zmęczona, że maluję, on wie o wszystkim, on to opracował, to przyjęcie trwa dla mnie i Voldemorta – dla mojej ofiary i jego powtórnych narodzin. Ale sama chciałam przyjść – na plakatach wyraźna informacja o cenach biletów – 25 ulgowy, 35 normalny, 135 Ania – od początku zdradzała moją szczególną tutaj rolę.
Ale jest też inna wersja tej opowieści:
ktoś, dobry przyjaciel, może Josef, zaprasza mnie do siebie na wieczór, poi zatrutym winem i kiedy leżę już nieprzytomna na kanapie wzywa jego – Voldemorta, ale to drugi przyjaciel – Nick nim jest dzisiaj, a może są nim oboje? Kiedy Nick otwiera drzwi w przedpokoju, Josef daje mu znaki, żeby był cicho. Stoi nade mną, a tamten nadchodzi. Stoję sama nad sobą, widzę siebie leżącą na kanapie, zatrutą winem. Nadchodzę.

 

 

 

 

 

 

 

 

Sny – “Małe auto Ani D.” – 2010

•13/05/2011 • Dodaj komentarz

Dziewczyńskie wakacje.  Mamy jechać autem Ani D., ale ono jest bardzo malutkie, sięga nam może do kolan.
A jednak jakimś cudem udaje się upchnąć dziewczęta i nawet kapelusze.

Auto w kolorze ultramaryna.
-

Sny – “Cervantes” – 16 kwietnia 2011

•16/04/2011 • Dodaj komentarz

Jestem na późnopopołudniowym spacerze, niedaleko domu.
Spotykam w jednym z podwórek M. P. Markowskiego, który zajmuje się trzema końmi – dwoma jakiejś rasy, która ze względu na ich wzrost musi być pokrewna dla koni Shire, choć te są gorącokrwiste, i Cervantesem. Konie są ogromne, nie sięgam im nawet do połowy nóg, zadzieram głowę, żeby na nie patrzeć, pomarańczowe już słońce pełza im po grzbietach, razi oczy.
A największy jest Cervantes. Jest jak wysokie drzewo, jak dom.
W pewnym momencie zdaję sobie sprawę, że przecież to niemożliwe.
- To niemożliwe, żeby Cervantes był taki ogromny!
- Ależ tak, taki właśnie jest – odpowiada Markowski.

Nie, nie mogę uwierzyć, te konie nie mogą istnieć naprawdę. Odchodzę już w swoją stronę, ale odwracam się jeszcze i krzyczę:

- Michale Pawle! Nie wierzę w tego twojego Cervantesa!

Profesor patrzy za mną, uśmiecha się lekko, w ręce ma mały, koński biczyk.

Sny – “Organizacja Pożytku Publicznego” – 12 kwietnia 2011

•13/04/2011 • Dodaj komentarz

Jestem właścicielką organizacji erotycznej, która zajmuje się pielęgnowaniem dewiacji, czy raczej niektórych nietypowych upodobań. I w zasadzie nawet nie chodzi tutaj
o seks. Na przykład naszymi najbardziej wyszukanymi klientami są osoby, które robią
to w sposób niemal nieruchomy, leżąc na plecach, i to koniecznie w białym pomieszczeniu z namalowanymi na ścianach czarnymi kropkami, rozmieszczonymi ściśle
wg matematycznego algorytmu, bardzo równomiernie.
Naszym zadaniem jest szukanie przestrzeni, tworzenie z nich mapy, naukowe opracowywanie. Żadnych zboczeń. Nauka.

Bajania – Mała Syrenka

•20/02/2011 • Dodaj komentarz

Bajania – Baba Jaga

•18/02/2011 • Dodaj komentarz

Bajania – Piękna i Bestia

•16/02/2011 • Dodaj komentarz

Bajania – Szczurołap

•14/02/2011 • Dodaj komentarz

Bajania – Roszpunka

•14/02/2011 • 1 komentarz

Bajania – Czerwony Kapturek

•13/02/2011 • Dodaj komentarz

Bajania – Alicja w Krainie Czarów

•12/02/2011 • Dodaj komentarz

Miniprojekt kolczykowy. Na początek, z dedykacją dla Piotra, Alicja. Wszystkie kolczyki dostępne bez recepty (Alicja już wprawdzie poszła, ale może przyjść następna). Marzenia też spełniamy :)

Sny- “Michał B. widzi oponę”- 23 marca 2010

•04/02/2011 • 1 komentarz

Pod ścianą stoi opona.
Michał B. mówi:

“To wygląda jak opona”

To jest opona.

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.